piątek, 16 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 25

LEÓN

 Dziś jeżdżę od rana na motorze. Co!? co się dzieję?! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
I co to koniec? Nie zobaczę już nigdy Violetty. Nie poczuję smaku jej ust, już nigdy nie usłyszę jej cudownego głosu.

VIOLETTA

Dlaczego, dlaczego mnie to wszystko spotyka. Stoję nad jego łóżkiem. Przynajmniej to tylko złamana ręka, a teraz jest pod narkozą po poskładaniu jego zgrabnej łapki. On otwiera oczy.

LEÓN

Oooooooooooooooooo ja jednak żyję. To Violetta?
- Patrzcie jakiego pięknego aniołami zesłali.-powiedziałem patrząc na Violettę ubraną w białą sukienkę.
- O mój ukochany idiota się obudził.- powiedziała Violisia i poprawiła mi włosy.-Panie doktorze León się obudził.- zawołała lekarza.
- Wiem, wiem teraz będziesz kazała mi zrezygnować z moto-crosu.- powiedziałem.
- Pasowało by, ale ja rozumiem, że to jak by mi kazali zrezygnować ze śpiewu.- ona mnie tak rozumie.
-Kocham cię wiesz.- musiałem jej to powiedzieć.
- Ja ciebie bardziej, ale przy następnej takiej akcji koniec motorów na miesiąc.- zaczęła zachowywać się jak moja matka.
- Zrobiłem minę skwaszonego dziecka.
-Już dobrze, już dobrze jak będziesz grzeczny to kupię ci kredki.- próbowałem zaklaskać ale z ręką w gipsie to kiepsko.

( dwa miesiące później)

Wreszcie wróciłem na tor.
- Pan Verdas?-usłyszałem za plecami męski głos .
- Tak, a o co chodzi?
- Jestem menadżerem moto-crosowców, chciałem zaproponawać panu trasę motorową trwającą rok to jest mój numer telefonu?- Facet podał mi karteczkę i odszedł.
Muszę to powiedzieć Violi ja bardzo chcę jechać ale czy wytrzymam bez niej rok.

(pod wieczór)

Powiedziałem jej wszystko zgodziła się ale wiem, że teraz pewnie płacze. Znowu rozłąka no ale cuż o marzenia trzeba walczyć.

2 komentarze: